Na zmianę ordynacji czekamy aż będzie za późno

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński albo ma tak żelazne nerwy albo jest nadzwyczajnym optymistą. Po niedawnym spotkaniu z posłami PiS-u udzielił Polskiej Agencji Prasowej wywiadu i potwierdził, że rozmawiał także o zbliżających się wyborach samorządowych. Zapytany czy ordynacja, a w zasadzie należy mówić Kodeks Wyborczy, zostanie zmieniony, szef PiS- odpowiedział, że jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Przypomnę, że ostatnie wybory samorządowe odbyły się 16 listopada 2014 roku w pierwszej turze i 30 listopada tego roku w turze drugiej. Zgodnie z prawem i dobrym obyczajem wszelkie zmiany prawa powinny nastąpić minimum na rok przed zaistnieniem ich skutków. Jeśli zatem ma dojść do zmiany, do nowelizacji Kodeksu Wyborczego, to powinna ona nastąpić do końca listopada tego roku, a więc wkrótce, czasu jest naprawdę niewiele biorąc pod uwagę skomplikowany proces legislacyjny, także z udziałem prezydenta.

Ale zanotowaliśmy też inną wypowiedź, marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, że sugerowany przez prezydenta Andrzeja Dudę termin referendum konstytucyjnego w dniu 11 listopada przyszłego roku, w dniu 100 rocznicy odzyskania niepodległości, nie jest dobrym pomysłem. Święto to należy świętować inaczej – powiedział. Można się z tym zgodzić lub nie, ale było lepiej, gdyby wskazano już jakiś inny, na razie wstępny termin wyborów samorządowych przypadających w przyszłym roku. Mamy bowiem w listopadzie przyszłego roku trzy ważne wydarzenia: 100-lecie niepodległości, referendum konstytucyjne i wybory samorządowe, a te muszą się odbyć na podstawie nowego, znowelizowanego Kodeksu Wyborczego uchwalonego do końca listopada tego roku.

W jakim kierunku powinny pójść zmiany? Skoro reforma Krajowej Rady Sądownictwa sprowadza się do większej społecznej kontroli nad sędziowską korporacją, jak wiadomo nawet 2000 obywateli może wskazać swoich kandydatów do Rady, wybieranej przez sejm większością 3/5 głosów, tak i Kodeks Wyborczy powinien zagwarantować szerszy udział obywateli w procesie wyborczym na każdym etapie wyborów. Chodzi o nadanie stowarzyszeniom, które mają w statucie uprawnienia do kontroli zgodnego z prawem przebiegu procesu wyborczego, prawa do zgłaszania swoich kandydatów na członków obwodowych komisji wyborczych. Przecież członkami obwodowych komisji wyborczych nie muszą być wciąż ci sami ludzie, w tym byli sędziowie, szczególnie licznie reprezentowani w komisjach. Także inicjatywa uchwałodawcza winna przysługiwać wspomnianym stowarzyszeniom, nie tylko Komitetom Wyborczym. Stowarzyszenia te winny też mieć prawo zaskarżania do Sądu Najwyższego treści uchwał i wytycznych podejmowanych przez Państwową Komisję Wyborczą.

W ostatnich wyborach samorządowych, przez wielu obserwatorów uznanych za sfałszowane, zgłoszono aż 1985 protestów. Sądy uznały zasadność tylko 60-ciu. Ale najwięcej wątpliwości wzbudziła działalność Państwowej Komisji Wyborczej. Przypomnę doszło do okupacji jej siedziby, interwencji Policji, w końcu dymisji jej członków. Chodzi więc o to, aby do Kodeksu Wyborczego wpisać prawo zaskarżania decyzji PKW, najlepiej do Sądu Najwyższego. I prawo takie powinno przysługiwać także organizacjom społecznym, z których największą skutecznością wyróżnia się Stowarzyszenie pod nazwą Ruch Kontroli Wyborów. Najważniejszą zaś zmianą, jaką proponuje wspomniany RKW, jest postulat zupełnie innego podejścia przez sądy do faktów nieprawidłowości w toku wyborów.

Otóż jeżeli w trakcie rozpoznawania protestu wyborczego sąd uzyska informacje wskazujące na zaistnienie karnych znamion naruszenia prawa wyborczego, czy referendalnego, winien zawiadomić właściwą prokuraturę w celu wszczęcia postępowania wyjaśniającego. Sprawa sądowa nie może się kończyć tym co zwykle. Jak już mówiłem, z prawie 2000 protestów zgłoszonych trzy lata temu, tylko 60 uznano za uzasadnione, i tylko w nielicznych miejscowościach sądy okręgowe zadecydowały o powtórzeniu głosowania. W większości sądowych orzeczeń mówi się o pewnych nieprawidłowościach ale nie mających wpływu na ostateczny wynik głosowania. Tak tej sprawy nie można traktować, to jest usprawiedliwianie bezprawia. Przestępstwa wyborcze nie muszą mieć wpływu na wynik wyborów ale nadal pozostają przestępstwami. A są to najpoważniejsze delikty w państwie, winny być ścigane i surowo karane. To między innymi dlatego nasz kraj ma tak beznadzielnie niską frekwencję wyborczą. Musimy zadbać o uczciwe wybory, a wtedy wyborców będzie więcej.

Wojciech Reszczyński - PR24 - 12.10.2017 - godz. 19.06