USA - głosowanie do zhakowania a u nas wprowadzic chcą przez internet?

Warto to przeanalizować biorąc pod uwagę już krytykowane przez nas "propozycje zmian w ordynacji" pewnej grupy osób nazywającej siebie "społecznym RKW", w której radośnie i bezmyślnie oswaja się obywateli z dobrodziejstwem głosowania korespondencyjnego oraz postuluje użycie w dniu wyborów "bezpiecznego" oprogramowania informatycznego ( http://solidarni2010.pl/33880-ostateczna-koncepcja-systemu-wyborczego-rkw.html ). Tak się składa, że propozycje takowe składane są w chwilach kryzysowych i przy okazji majstrowanych przez totalną opozycję przesileń, podobne "dobre rady" w ostatnich dniach zgłosili posłowie  Kukuiz'15. Zaproponowali "głosowanie przez internet" - co dawałoby olbrzymie możliwości fałszerstwa wyborczego - nadwyżka poparcia dla rządu Beaty Szydło mogłaby być w bardzo prosty sposób skorygowana w dół głosowaniem internetowym lub korespondencyjnym.

Oto, czego dowiadujemy się o komputeryzacji procesu wyborczego w USA:

https://wpolityce.pl/polityka/357707-amerykanskie-maszyny-do-glosowania-sa-podatne-na-ataki-hakerow

Amerykańskie maszyny do głosowania są podatne na ataki hakerów

autor: wPolityce.pl

Eksperci powiadomili amerykańską komisję ds. integralności wyborów, że maszyny do głosowania są podatne na ataki i możliwe jest ich zhakowanie w sposób, który nie pozostawia śladów, co sprawia, że nie można ustalić, czy zmieniono wynik wyborów.

Profesor prestiżowego Massachusetts Institute of Technology (MIT) Ronald Rivest podkreślił, że „nie ma perfekcyjnych zabezpieczeń, są tylko różne stopnie zabezpieczenia”. Dodał, że hakerzy mają wiele różnych sposobów na atakowanie maszyn do głosowania.

Rivest wraz z dwoma innymi ekspertami ds. cyberbezpieczeństwa wskazał, że w lokalach wyborczych kody kreskowe na kartach do głosowania oraz w smartfonach mogłyby umożliwić hakerom zmianę wyników w sposób, który jest nie do wykrycia. Profesor Uniwersytetu Princeton Andrew Appel powiedział, że łatwo byłoby napisać program, który zmienia rezultaty wyborów i usuwa wszystkie dowody ingerencji z zewnątrz zaraz po zaraportowaniu wyników.

Eksperci nie wskazali żadnych konkretnych wyborów, o których wiedzieliby, że zostały zhakowane, ale powiedzieli, że hakerzy zostawiliby po sobie ślady tylko gdyby chcieli, żeby ich działania zostały wykryte oraz żeby nadwerężyć zaufanie do systemu wyborczego w USA.

Appel dodał: „Zignorowanie faktu, jak robią to niektóre stany, że komputery są całkowicie podatne na ataki hakerskie, i poleganie tylko na wynikach z programu komputerowego jest wysoce nieodpowiedzialne”.

Te opinie ekspertów były zaskoczeniem dla członków prezydenckiej komisji doradczej ds. integralności wyborów (Presidential Advisory Commission on Election Integrity - PEIC). Członek komisji Ken Blackwell powiedział, że jest „wstrząśnięty”.

Prezes Simpatico Software Systems, Ken Block powiedział, że jego firma sprawdziła dane z komisji wyborczych udostępnione przez stany (imiona, nazwiska i daty urodzenia głosujących) i wynikało z nich na przykład, że około 15 tys. osób podało adresy placówek UPS jako miejsce swojego zamieszkania. Block uznał, że „jest duże prawdopodobieństwo oszustwa wyborczego”.

Partia Demokratyczna odrzuca sugestie potencjalnych fałszerstw wyborczych, argumentując, że niewiele jest takich sytuacji, a prawdziwym problemem są bariery uniemożliwiające głosowanie.

Prezydencka komisja doradcza ds. integralności wyborów to tymczasowa komisja powołana 11 maja 2017 roku rozporządzeniem wykonawczym prezydenta Donalda Trumpa. Administracja poinformowała, że będzie ona zajmować się rozpatrywaniem podejrzeń o dokonanie oszustw wyborczych i nieprawidłową rejestrację wyborców. Trump wielokrotnie sugerował, że miliony nielegalnych emigrantów oddały głosy w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich.

Joanna Korycińska

mly/PAP